Dzisiaj to i owo dzieje się w Rosji: Robert Gates przekonywał Putina do tarczy antyrakietowej i sankcji wobec Iranu. Komentują sprawę polskiego mięsa przed szczytem z Unią i inne tam takie. No i – przede wsyztskim – Borys Jelcyn nie żyje . Jestem poruszona. Zajrzałam na rosyjskie strony, komentarzy na razie brak.
Ale znalazłam – kotlet nieco odgrzewany, ale w innym sosie. Lenta.ru omawiała parę dni temu ubiegło tygodniowy wywiad typowanego na kolejnego prezydenta Rosji (następcę Putina?), Sergieja Iwanowa dla Financial Times. Nasza prasa też. Ale lenta.ru wybrała całkiem inne fragmenty. (Swoją drogą – nich żyje sieć – sieci nikt nie ocenzuruje!)
“To co wyprawia się się na Ukrainie, całkiem kompromituje demokracje – mówi wicepremier Iwanow.“... ludzie patrząc na całe to zamieszanie powiedzą: ‘Nie potrzeba nam demokracji. Dajcie nam cara, dajcie nam nasze płace i przestańcie nas niepokoić swoją demokracją” – snuł swoją wizję rosyjski wicepremier wkrótce po rozpędzeniu w Moskwie i Petersburgu marszów niezgody.Swoją drogą, gdy Rosjanie czytają o sobie wywody, jakimi dzieli się ze światem Iwanow, to czy nie czują się oby urażeni. W końcu to przedstawiciel ich własnego rządu kształtuje im na świecie wizerunek delikatnie mówiąc mało pochlebny: "W warunkach słabej kultury politycznej (cytuje dalej lenta.ru) demonstracje łatwo zmieniają się w przepychanki, a ich uczestnicy blokują drogi. To wywołuje jedynie wstręt u ludności”, albo “Rosja to wielki kraj i, niestety, myślowo większość ludności nadal liczy na cara. Rosja nigdy w stu procentach nie zaakceptuje modelu zarządzania na wzór anglosaskich elit politycznych”.
Zastanawiam się, kogo chciał przekonać ten najwierniejszy z najwierniejszych ludzi Putina?
Może zachodnich mieszczuszków i unijnych biuro- i technokratów, bo tak nie za bardzo wyszło z tymi demonstracjami, zatrzymaniem Kasparowa i innych opozycjonistów akurat przed kolejną rundą negocjacji z UE. Warto więc uspokoić zachodnie sumienia i znów przekonać i utwierdzić świat w prostych stereotypach: Rosja = naród ciemny = chce cara i zamordyzmu = więc Putin, to dobry, oświecony monarcha = wie, jak z tym narodem postępować i nam w naszym spokojnym życiu zbędnych kłopotów nie sprawiać = nie trzeba się tam do nich zbytnio wtrącać (i Czecznią i pacyfikacją demonstracji się przejmować) = tak jest dobrze, oni są ok., my jesteśmy w porządku, itd.
A może Iwanow chce przekonać swoich współobywateli, bo mówi jeszcze, że nie ma szansy na zwycięstwo nikt, kto wystartuje w wyborach z pozycji krytyki politycznego kursu Władimira Putina: “Taki kandydat nie ma najmniejszych szans – twierdzi Iwanow – może pojawi się jakaś marginalna postać, klown. Ale taki ktoś nie uzyska nawet jednego, czy pół procenta głosów...”
Inna ewentualność: Pan Iwanow chce przekonać samego siebie. Chce wierzyć, że każdy kto przeciwko Putinowi, ten jest tylko klown.
Jeszcze mówi tak: w miarę zbliżania się wyborów “pewne siły, finansowane z zagranicy”, będą próbować zdestabilizować sytuację w kraju. Może ktoś tego próbować, może sobie tego życzyć. Ale nic z tego nie będzie. Sytuacja jest stabilna, więc będą to wyrzucone pieniądze”. Wicepremier ani chybi poucza w ten sposób Bieriezowskiego i innych, którym się marzą zmiany rewolucyjne.
Ale, skoro dzisiaj Kreml ma taką pewność swojej siły, to dlaczego reaguje histerycznie na jakieś tam oświadczenia jakiegoś tam oligarchy-banity o możliwości przewrotu, zamiast się cieszyć, że wyrzuci on w błoto swoje miliony i ostatecznie straci wpływy? Dlaczego ten spokojny i przekonany o poparciu ze strony ludu rząd nagle rzuca się do rozpędzania skromnych skądinąd demonstracji opozycyjnych? Może wcale nie jest taka pewna siebie ta władza w Rosji, skoro zaczyna panikować?
Chciałabym móc się przekonać - a twierdzę, że to wcale nie jest takie proste, jak się nam też niezbyt wolnym od stereotypów wydaje - czy przedstawiona przez rosyjskiego wicepremiera ocena sytuacji to trzeźwa analiza realiów, gra propagandowa, czy też może tylko pobożne życzenia Putina/Iwanowa(następcy Putina?).
Dwa lata temu na Ukrainie reżim - no może raczej reżimek - Kuczmy, też był przekonany, że ma wszystko pod kontrolą. Sfabrykowana, przemielona i podawana regularnie w odpowiednich proporcjach przez wszystkie media papka propagandowa miała bezbłędnie działać na spauperyzowany, ciemny elektorat. Badania opinii publicznej wskazywały na stosunkowo bezproblemowy dla władz przebieg wyborów. Dopiero potem okazało się, że ludzie masowo kłamali ankieterom, zakładając z góry, że sondaże są kontrolowane i sterowane przez władze. Obserwowali też uważnie, jak się fałszuje wyniki wyborów i wiedzieli, że sobie tego nie życzą. Ale przed wyborami władze w Kijowie myślały, że wszystko gra. Tak samo uważali na Kremlu. Cały sztab wszelkiej maści jego agentów i rezydentów na Ukrainie nie dostrzegł nastrojów, które dziecko by zauważyło. A kiedy z różnych stron zaczęły do stolicy nadciągać tłumy ludzi na Majdan, bo mieli po dziurki w nosie fałszerstw, manipulacji i prymitywnej propagandy, słychać było w całym Kijowie (i nie tylko) jak w rosyjskiej ambasadzie “specom od Ukrainy” z hukiem opadają szczęki. Nie wiem, jak było w Gruzji, bo nie widziałam, ale myślę, że podobnie. Dzisiaj i tu i tam bywa różnie, ale jak mawiał klasyk:“Процес пошол!”
Może jest jakaś nadzieja, że Rosjanie też kiedyś sprawią taką niespodziankę. Teraz nie wiemy, jakie są naprawdę nastroje w Rosji. Wyniki sondaży, tak samo jak wtedy na Ukrainie, można włożyć między bajki. Ze sterowanych mediów nie wiele się dowiemy, a światowy system informacyjny posługuje się stereotypami i ulega prostym schematom.
A może tam, w Rosji, już wcale tak bardzo nie tęsknią za carem i też maja dosyć fałszerstw i prymitywnej, acz nachalnej machiny propagandowej. Może też już tęsknią choćby za takimi podstawowymi swobodami, jak wolność słowa, czy zgromadzeń? Kto to wie? Przecież jednak odbyły się – pomimo represji - demonstracje, a stowarzyszenia dziennikarskie przeciwko tym represjom zaprotestowały, a ludzie mają mimo wszytsko większy dostęp do informacji (np. silne i niezależne, niecenzurowane wydawnictwa książkowe). Przecież już kiedyś, 16 lat temu, przynajmniej Moskwianie dali już wyraz wolnościowym tęsknotom. Byłam tam w czasie wyborów a potem próby przewrotu ’91, Moskwa naprawdę przez chwilę świętowała wolność i solidarność z ze światem. A dziś umarł Borys Jelcyn – symbol tamtych wydarzeń. Uważam, że więcej miał mimo wszytsko zasług niż win. W ostatnim swoim wywiadzie mówił, że jest rozczrowany dzisiejszą Rosją, ale widzi też jej osiągnięcia. A największy sukces to to, że “komunizm ostatecznie upadł”.
Można dyskutować, ale chciałabym i Rosjanom i sobie tego szczerze życzyć.


